Page 3 of 4
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Sun, 17 Jun 2012, 21:23
by Ari
Thomas z udawanym spokojem przyjął na siebie dziwną mieszankę. Nie ufał Evanesce (jeszcze) na tyle, by pozwalać potraktować się nieznanymi substancjami, ale w tej chwili sytuacja wymagała bezwzględnego podporządkowania się. Wcześniej jakoś tak nigdy nie ufał kobietom. Nie to, żeby był do nich uprzedzony - po prostu nie zdarzyło mu się naprawdę zaufać kobiecie, cały zapas tego uczucia pozostawił pozostałym z Siedmiu. Teraz jednak w jego nowej drużynie pojawiły się dwie kobiety i musiał się do tego ustosunkować. Zresztą, to właśnie ta misja miała przyczynić się do zdobycia wystarczających środków, by odnaleźć Aikkę, Oli'ego i - w dalszej przyszłości - runy pozostałych kamratów.
Jego sen na jawie urwał się, gdy wyczuł na sobie pytające spojrzenie Eve.
- Wszystko w porządku, - zapewnił cichym, bezbarwnym głosem, po czym trzeźwo dodał - chyba. Przyjemnie chłodzi i przestało swędzieć. - Albo właśnie stracił czucie w ręce. Mimo wszystko, czuł że... - Chyba tak to właśnie powinno być?
Jeśli nie powinno być, dziwna mieszanka nigdy tak nie pachniała, nie miała takiej barwy i ogółem zaraz wypali mu połowę ręki, ożyje albo po prostu wybuchnie i wysadzi w powietrze cały pałac - i tak było już za późno, by cokolwiek z tym zrobić.
Nic nie wskazywało na to, by tak się miało stać. Ba, na moment zapadła cisza tak śmiertelna, że aż zapowiadająca śmiertelną eksplozję. Zaraz potem zetknięte ze sobą fiolki wesoło zabrzęczały, a świat zdawał się głęboko odetchnąć. A przynajmniej Thomas głęboko odetchnął - w duchu, bo ciałem jeszcze wolał tego nie robić.
W końcu odzyskał odwagi na tyle, by się poruszyć. Czy też, ściślej mówiąc, poruszyć ustami. Sukces może niewielki, ale zauważalny.
- Wolę podziękować tobie. Naturalnie, jeżeli nie zamierzasz zdzielić mnie niczym po głowie.
Mimowolnie uśmiechnął się. Było w tej kobiecie coś... swojskiego. Na pierwszy rzut oka wydawała mu się obca, zamknięta w sobie - być może przez noszony pancerz, co nieczęsto zdarza się u kobiet tak przeciętnej postury, może przez dumę i pewność siebie, jakimi emanowała... Nie był pewien. Tak czy siak, w środku chyba skrywała się inna, bardziej uczuciowa osoba.
Jak to z kobietami bywa...
Przerwał swe nieme dywagacje, gdyż nagle przypomniał sobie o reszcie ekipy i - co gorsza - prawdopodobnie czekającymi na nich Rhazaalu i Srebrnej Dłoni.
- Wracamy?
[Żeby nie przedłużać - podporządkowuję się decyzji Aileen/Eve. Jeśli nic nie odpisze lub odpisze że wracamy to znaczy, że wracamy :P Jeśli napisze, że idziemy gdzieś, zostajemy czy cokolwiek innego, Thomas jej towarzyszy :)]
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Mon, 18 Jun 2012, 10:50
by Aileen
Uśmiech na twarzy Thomasa był dla Eve miłym zaskoczeniem. Przez chwilę sądziła, że jegomość w ogóle nie potrafi się uśmiechać. Dziewczyna zapięła torbę i odłożyła ją obok reszty swoich rzeczy. Potem podeszła znów do Thomasa. Nie, nie po to żeby zdzielić go po głowie. Po prostu nie była pewna, czy powinna zostawić mieszankę na skórze, czy ją zmyć. Postanowiła po prostu przez chwilę poczekać, w nadziei, że Thomas raczy się odezwać, gdyby coś się działo.
- Wracamy? - zapytał nagle. Dopiero teraz przypomniała sobie o "obradujących" w sali tronowej przyszłych towarzyszy broni. O ile oczywiście będzie miała pecha. Co jak co, ale Evanesca nie zamierzała posłusznie dać się cofnąć w przeszłość i prawdopodobnie tam zginąć. Nie, nie umrzeć. Na co jej wolność, skoro nawet najmniejsza zmiana w przeszłości może wpłynąć na teraźniejszość. W efekcie, zapewne po prostu by znikła, jakby nigdy wcześniej nie było jej na ziemi.
Jej stosunek do pomysłów Sylweranda można chyba było odczytać z jej twarzy. A z tonu głosu na pewno.
- Wierzysz w to, że oto wielcy magowie Kręgu nie żyją a nasz wspaniały Mistrz Luster wysyła ekipę ratunkową? - zapytała. Nie ukrywała niechęci. Wszak, jeżeli zostanie do wyprawy zmuszona, prawdopodobnie będzie to ostatnia wycieczka w jej życiu.
Dziwnym trafem nagle nie była w stanie usiedzieć spokojnie na miejscu. Zabrała się za odkładanie naczyń ze specyfikami na miejsce. Po chwili zrezygnowała, gdy prawie zwaliła na siebie cały słój z arią. Ustawiła wszystko byle jak na niższej półce i zamknęła szafkę. Wywlekła też z pewnym trudem długi bandaż, wciśnięty do pudełka z resztą opatrunków. Obwiązała starannie zasychającą papkę na ramieniu Thomasa i podpięła koniec materiału metalową zapinką. "Konstrukcja" wydawała się solidna, nawet dla osób żywiących wstręt do koszul.
- Poczekaj chwilę w spokoju. Potem dołączymy do reszty. - powiedziała. Zebrała swój dobytek, umyła ręce i założyła swoje szponiaste rękawice. Metal i chityna zachrzęściły nieprzyjemnie.
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Mon, 18 Jun 2012, 15:56
by Bezix
Wciąż wsłuchiwałem się w to co mówił Mistrz Luster. Chciał, żebyśmy cofnęli się w czasie i sprawili, żeby nie doszło do śmierci pozostałych Magów Kręgu. Czuję, że to będzie samobójstwo, jednak innego wyboru nie mamy - przecież to nasz pan. Popatrzyłem na pozostałych - na ich twarzach można było zauważyć zaniepokojenie. Po chwili coś innego odwróciło moją uwagę - Ale gdzie jest człowiek z gołą klatką piersiową i dziewoja? - przeszło mi przez głowę, zaczęło mnie zastanawiać gdzie oni zniknęli, jednak po chwili przerwały to słowa Mistrza. Za wykonanie tego zadania oferował nam... wyzwolenie z runy. Dla niektórych to wysoka nagroda, dla innych niska, ja myślałem już o tym, żeby skończyć bycie runicznym wojownikiem i pójść w swoją drogę. Spojrzałem to znów na innych i byli tym mile zaskoczeni, a niektórym nawet zrzedły miny. Gdy ten już skończył, w sali panowała błoga cisza... do momentu gdy pewien wojownik zapytał go o to co nas czeka. W sumie też miałem zamiar to zrobić, ale on był pierwszy. - W końcu musimy być przygotowani na to, co nas spotka po przejściu przez portal i wiedzieć z jakim zagrożeniem będziemy musieli się mierzyć. - przez chwilę pomyślałem. Wolałem poczekać, co odpowie Mistrz na pytanie mojego towarzysza...
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Mon, 18 Jun 2012, 20:14
by Ari
W odpowiedzi na jej pytanie tylko wzruszył zdrowym ramieniem. Na razie musiało jej to wystarczyć, słownie zamierzał odpowiedzieć dopiero w momencie, gdy słowa. jakoś ułożą się w logiczny ciąg. Chwilowo się na to nie zanosiło. Bo, tak naprawdę, co mógł czuć, wiedząc, że zostanie wysłany z misją do... przeszłości? Chcąc unormować sobie przyszłość, chciał się od przeszłości odciąć, a nie do niej wracać. Co gorsza, co, jeśli przeniosą się do czasu, gdy nie był związany runą? W tej chwili śmierć jego lub któregoś z jego przyjaciół była wprawdzie bolesną przeszkodą, ale jeśli narażą się na to przed zakuciem w runę... Śmierć będzie zakończeniem.
Nieodwracalnym. Końcem.
Dlaczego miał poświęcać się dla dobra tych magów, którzy nie kiwnęliby palcem dla niego? Dla jakich celów miał stawać twarzą w twarz z czymś co zniszczyło najpotężniejsze istoty chodzące po tym świecie? Co było warte tego poświęcenia? Złoto? Ziemie? Kamienie szlachetne? Sława i kobiety?
A może... lekarstwo? Pod warunkiem, że w tych czasach, do których przyjdzie mu się przenieść, ono już istniało...
Lekarstwo, tak. To jedyne rozsądne wynagrodzenie za taką próbę.
Słowa wciąż zawodziły go, ale postanowił odpowiedzieć. Być może odrobina wylewności, jakiej zwykle nie okazywał, pomogłaby mu jakoś uszeregować myśli. To, co właśnie się działo, wykraczało poza granice jego myślenia, pozostawiając w głowie pustkę albo chaos, a zapewne jedno i drugie. Pustkę wewnętrzną, brak dalszych perspektyw, chaos myśli, niepewność przyszłości... To wszystko znalazło ujście w jednym prostym zdaniu, a już po chwili - następnych zwierzeniach.
- Nie wierzę, ale nie wierzę również w bogów, ale rzekomo istnieją. Nie wierzę w podróże w czasie, ale zaraz przyjdzie mi jedną odbyć. Cokolwiek się stało...
Nie, to niemożliwe. Oni nie mogli nie żyć...
- Mam wrażenie, że gdyby członkowie Kręgu faktycznie umarli, ta informacja rozeszłaby się po świecie prędzej, niż pojawiliśmy się po otrzymaniu listu. Takie zdarzenie wpłynęłoby na istoty myślące, zamieszkujące Eo. A przecież ludzie, których po drodze spotykałem, wydawali się nic nie wiedzieć, żyli jak dawniej. Coś mi nie pasuje.
Przez chaos rozbieżnych z sobą myśli przebiła się jedna, najważniejsza. Ostrzeżenie dla Aikki, Oli'ego, Koruntha, Orthoklaza, Kima i Khaasa. Oraz, oczywiście, dla niego samego.
Nigdy nie ufaj osobom potężniejszym od ciebie.
W duchu zaśmiał się gorzko. Mądry człowiek po szkodzie. On zaraz zostanie zmuszony do zaufania i na jakiekolwiek nigdy będzie zwyczajnie za późno.
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Wed, 20 Jun 2012, 21:19
by 1Magol
- Te lustra... Ehhh nadal nie wiem co myśleć o tym co według Sylweranda miało miejsce, ale... Te Lustra... - Nie ukrywając swego rozkojarzenia Eddilard nadal beztrosko wpatrywał się w lustra, które wydawały się patrzeć nań ze wszystkich stron .
- Czy wyglądam aż tak pięknie że wszystkie muszą patrzeć na mnie? - Pomyślał i kontynuował swoje myślowe "pogaduszki" z lustrami...
Edd słyszał co trzecie, może co czwarte słowo, które padało z ust Mistrza Luster
- "Nie jesteście w stanie pojąć ogromu rozpaczy" - Ta jasne - pomyślał Edd - Gdyby nie to że siedzisz tu teraz bez zadrapań i widocznych ubytków w swoim ciele, to pomyślałbym że sam ich zabiłeś.... Zresztą, zawsze każdy z was chciał zostać "Tym Jedynym" - Po tej myśli Edd począł trochę uważniej słuchać swojego władcy...
- Ale.... Zaraz! Czy ja się nie przesłyszałem?!
- "zwalniam was z obowiązku służby memu majestatowi" - Eddilard drgnął, szybko ale wystarczająco zauważalnie - Czyli... że... Jestem wolny? - Edd już chciał uśmiechnąć się i wyjść z podniesioną głową, ale coś podpowiedziało mu żeby się nie ruszał bardziej niż przed chwilą. Może to po prosu dziad przesyłał mu jakieś informacje przez swoje białe jak pierwszy śnieg oczy...
Niestety, to co piękne nigdy nie trwa długo , Edd dobrze o tym wiedział więc od razu jego twarz znowu zrobiła się nie wzruszona... Jak u trupa, którym za jakiś czas pewnie się stanie gdyż ostanie wypowiedziane przez jego eks pana było "troszkę" miażdżące...
- "Przechodząc przez magiczny portal, cofniecie się na niciach czasu i nie dopuścicie do upadku Kręgu...." - Aha, czekaj... Wróć! - " cofniecie się na niciach czasu i nie dopuścicie do upadku Kręgu..." - No i teraz wszystko jasne... Chociaż, zaraz co?! - "cofniecie się na niciach czasu..." - Czy on raczy żartować?! Wolałbym do końca świata być runą niż ryzykować jego stratę... Ale... Z drugiej strony... - Spojrzał się na lustra a potem na swój miecz przy pasie - Tyle lat się okłamuję... To czym teraz "żyję" to tylko iluzja... Nie lepsza od tych które tworzy Sylwerand... Może ta wyprawa sprawi że znowu poczuję chęć do życia? A w dodatku uwolni mnie od runy... Nie mam nic do stracenia! - Po tej myśli zobaczył że ten pół-nagi człowiek wychodzi razem z wojowniczką.
Nie zwracając na to większej uwagi Edd spostrzegł że Mistrz Luster postanowił ruszyć się ze swojego fotela i porozmawiać ze swoja prawą ręką... Nie tracąc więcej czasu Edd postanowił się odezwać cichym ale stanowczym głosem, który przez akustykę pałacu wydawał się bić w uszy każdego niczym dzwonnik w dzwon - Mamy ochronić Krąg przed upadkiem? Mój panie? - skłonił się lekko - wezmę udział w tej misji, ale jeśli będziesz tak łaskawy... To czy mógłbyś nas chociaż uprzedzić, jeśli oczywiście to wiesz... - Spojrzał pewnie w oczy Sylweranda - z czym przyjdzie nam się zmierzyć by ochronić Krąg? Oraz jeśli to nie za dużo pytań oczywiście, gdzie dokładnie mielibyśmy się przenieść po wejściu w portal? - Po tych słowach Edd przełknął ślinę i spoglądał szybko raz na dziada, raz na Mistrza - Oby mnie nie spalili... - Pomyślał...
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Sun, 8 Jul 2012, 20:17
by Eon
Szepczący sobie radośnie Dziadyga przerwał ten proces, gdy tylko zauważył wychodzących "z zaplecza" Eve i Thomasa. Badawczym spojrzeniem ocenił, czy dziewoja podołała zadaniu, a jego kąciki ust uniosły się delikatnie - owszem, poradziła sobie. Chwilę wcześniej padło parę pytań i wyjątkowo niekulturalnym okazałoby się ich zignorowanie. Rhazaal zerknął wymownie na Srebrą Dłoń, czegoś najwyraźniej oczekując od poczciwego łysolka. Oboje odwrócili się na sekundkę plecami do zebranych, znowu przekazując sobie jakieś informacje na ucho. Usłyszeć je mogli wyłącznie Falibor i Edd, z z prostej przyczyny, w końcu stali najbliżej.
Sylwerand wkrótce został na swej kryształowej scenie sam, opuszczony przez prawą rękę, która powędrowała w bliżej nieokreślonym kierunku. Nie śpieszyło mu się. Dumał, chwytając się momentami za podbródek, a odpowiedzi nie nadchodziły. Przechadzając się w jedną i drugą stronę planował chyba wydeptać tunel na drugą stronę Eo. Wreszcie przerwał milczenie:
- Z bólem serca przyznaję, że nie we wszystkim będę w stanie was oświecić. Portal ma za zadanie przenieś ustalone osoby w przeszłość, nikt nie może być pewien przyszłej lokalizacji, z której rozpoczniecie wędrówkę. Zostaniecie wycofani daleko, gdyż tam leży podłoże zgrzytu, które w ostateczności doprowadziło do takiej katastrofy. Najgorsze jest jednak to, iż... nie wiem z czym przyjdzie wam walczyć. Być może z samymi Magami Kręgu... - przerwał, łapiąc głębszy oddech i ocierając czoło rękawem. Nie wyglądał najzdrowiej. Nie przejmował się ostatnim zdaniem, które znając życie wywołało poruszenie wśród gawiedzi. Opanowawszy delikatny stres, uniósł ręce przed siebie. - Wiem. To samobójstwo. Ale właśnie dlatego idzie z wami Dzia... Staruszek Rhazaal. Ta kopalnia wiedzy pomoże drużynie pokonać przeciwności losu, powrócić tu w niezmienionym składzie...
- Oraz będzie pilnować porządku i surowo karać za nieposłuszeństwo bądź narażanie misji - zza pleców Mistrza Iluzji wyłonił się długowłosy brodacz, przerywając mu w świetnym momencie. Bo po co fałszywie budować wizerunek wyidealizowanego przewodnika, kiedy takowy nie istnieje? Co ciekawe, Dziadziuś trzymał w wolnej ręce jakiś wór. Nie był pusty...
***
Czas nie stał w miejscu, prędzej czy później runiczni wojownicy znaleźli się w sporym ogrodzie, na przepięknie zielono-zielonej polanie. Chmury zakryły niebo, przynosząc ulgę w postaci chłodnego wiatru. Nic nie było aktualnie równie fascynujące, jak portal. Olbrzymi łuk, pozłacany... od dołu do góry ciągnęła się półprzezroczysta, fioletowa tafla magicznego pochodzenia, co jakiś czas mącona niewidzialnymi okręgami rozchodzącymi się niemalże wszędzie, jak gdyby padały nań krople deszczu. Osiem jednostek...
- Nikt nie ma na tyle odwagi, by wejść tam jako pierwszy? No dalej, nie zachowujcie się jak amatorzy! - warknął rozeźlony i zniecierpliwiony Dziadyga. Stukając laską skierował się ku przejściu, by niewzruszony zniknąć, najpewniej lądując już po drugiej stronie, x lat wcześniej. Teraz nie ma odwrotu. Przeznaczenie czeka.
Moi drodzy, sorki że tak długo. To ostatni post w prologu. Wiecie co macie robić. Nie sugerujcie się tempem odpisów, jakie narzuciłem (gomene za poślizg raz jeszcze ^^'), liczę na odzew. Ponad to, niektóre wybrane persony dostaną PW w związku z sesją, z pewnymi szczegółami. Tiaaaa, początek teorii spiskowych należy jakoś zacząć. Pzdr.
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Mon, 16 Jul 2012, 12:10
by Aileen
Powróciwszy do "sali tronowej" Sylweranda, Evanesca zastała ciszę. Najwyraźniej przemówienie już się zakończyło... lub też nawet nie zaczęło. Rozejrzała się szybko po twarzach niedoszłych towarzyszy broni. Niektóre były pełne ciekawości, inne niepokoju... Nikt jednak się nie odezwał. Wątpliwości zaczęły piętrzyć się i w umyśle Eve.
Stary dziadek, prawa ręka, zrzędliwy doradca i pomocnik Maga Kręgu szeptał przyciszonym głosem coś do ucha Sylweranda. Nie sposób było usłyszeć rozmowy, jednak wyraz twarzy dwóch stojących najbliżej nich mężczyzn nieznacznie się zmienił. Najwyraźniej wyłapali kilka słów z gadaniny Rhazaala.
Kiedy staruszek odszedł, mag nieco utkwił wzrok w dali. O czymkolwiek myślał, dotyczyło to zapewne ich misji. Nikomu nie przyszło do głowy mu przerywać. Wreszcie, po dłużących się minutach idealnej ciszy usta Sylweranda otworzyły się i...
Może wreszcie wyjaśni sens tej sprawy...
- Z bólem serca przyznaję, że nie we wszystkim będę w stanie was oświecić. Portal ma za zadanie przenieś ustalone osoby w przeszłość, nikt nie może być pewien przyszłej lokalizacji, z której rozpoczniecie wędrówkę. Zostaniecie wycofani daleko, gdyż tam leży podłoże zgrzytu, które w ostateczności doprowadziło do takiej katastrofy...
Evanesca miała ochotę posłać w stronę maga kulę piekielnego ognia. Zacisnęła dłonie w pięści aż zazgrzytały wzmacniane chityną karwasze. Odwróciła wzrok, pewna, że jeszcze chwila a wybuchnie. Wtedy spostrzegła stojącego w oddali staruszka, grzebiącego w wielkim, płóciennym worze. Ciekawość przysłoniła na chwilę jej morderczą pasję, jednak po chwili znów zmusiła się do słuchania skrzydlatych słów Sylweranda.
- W niezmienionym składzie? Igrając z ciągłością czasu możemy tak naruszyć jego strukturę, że nic... - urwała na widok miny Mistrza Luster. Zebrani powoli rozchodzili się i najwyraźniej nikt nie zwrócił uwagi na jej słowa. Albo nie zdawali sobie sprawy z niebezpieczeństwa, albo bezgranicznie ufali mistrzowi.
Albo też najzwyczajniej pogodzili się z tym, że runa nie pozwala im opierać się rozkazom. Evanesca też nie miała wyboru. Odwróciła się i wyszła za pozostałymi.
Choć sprawiała wrażenie spokojnej, opanowanej i nawet nieco smutnej, w środku kipiała z bezsilnej złości. Gdyby miała wybór, cofnęłaby się w czasie tylko po to, by wymordować wszystkich magów Kręgu łącznie z Sylwerandem. Była pewna, że więcej tu nie wróci. A skoro nie miała nic do stracenia, chciała wykorzystać swe resztki wolności jak najlepiej.
Dziad szybko zniknął w portalu, co dawało im choć odrobinę czasu na swobodniejszą rozmowę. Ją jednak nie interesowały żadne persony z grupy. Podeszła do portalu i już miała przekroczyć cienką błonę oddzielającą przeszłość od teraźniejszości, gdy nagle przypomniała sobie co zobaczyła wcześniej. Zatrzymała się w pół kroku, zawróciła i podeszła do grupy.
- Staliście najbliżej Sylweranda i Rhazaala. Słyszeliście o czym mówił, prawda? - zwróciła się do dwóch wojaków. Powstrzymała się od skrzyżowania ramion na piersiach, nie chciała dać świadectwa swego zdenerwowania. Spojrzała na nich wyczekująco. Miała szczerą nadzieję, że odpowiedzą jej bez żadnych głupich gierek.
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Mon, 23 Jul 2012, 12:32
by 1Magol
Po zadaniu pytania zobaczyłem jak ta Wojowniczka oraz lubiący opaleniznę mężczyzna wyszli z pokoju w którym chyba były jakieś medykamenty,gdyż wydawało mi się iż ramię pół nagiego człowieka było w lepszym stanie niż zaledwie piętnaście minut temu.
Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden mały mankament.... Tuż przed odpowiedzeniem na zadane pytania Mistrz Luster wraz z Dziadkiem postanowili urządzić sobie pogawędkę - a może jeszcze ciasteczko i herbatkę panowie by poprosili? - pomyślałem i natychmiast obróciłem się lekko bokiem ażeby "spojrzeć na lustra" i przez całkowity przypadek usłyszałem co nie co.
Wtem Dziadek opuścił Sylweranda, który natomiast albo myślał nad dobrą bajką dla nas zamiast odpowiedzi albo po prostu dziad poczęstował go odrobina ziela...
Nagle łysy mistrz postanowił wreszcie się odezwać... Jak zwykle wyłapywałem tylko najpotrzebniejsze fragmenty, po co komu więcej?
- "nie we wszystkim będę w stanie was oświecić..." - powiedział Sylwerand, a ja powstrzymując się od powiedzenia tego na głos, pomyślałem
- no ok, rozumiem twoja glaca dostatecznie świeci... . Może chociaż powie nam z czym będziemy walczyć?
- "nie wiem z czym przyjdzie wam walczyć. Być może z samymi Magami Kręgu..."
- Aha czyli kolejna piękna wiadomość, coś jeszcze na pocieszenie?
- "Ale właśnie dlatego idzie z wami Dzia... Staruszek Rhazaal."
- Wspaniale, więcej "dobrych wieści" mi już nie trzeba... Możemy już ruszyć zanim do reszty nas zabijesz samym gadaniem? - To pomyślawszy obejrzałem się na Dziada oraz resztę mojej przyszłej drużyny... Co przykuło moją uwagę? Był to ten dziwny worek z nieznaną zawartością...
***
Przeszliśmy do ogrodu, i przy okazji był to najpiękniejszy(zaraz po tych w Eloni oczywiście) ogród jaki widziałem! - Ale tu kolorów, więcej niż na festynach czy jarmarkach! I ten zapach kwiatów... Czekaj... wróć, było zupełnie na odwrót! Była to zwykła szara(właściwie to zielona) polanka z paroma kwiatkami i chwastami a kolorów było tyle ile w kruczych oczach... Jednak kto w tamtej chwili myślał o polanie czy tym pseudo ogródku... Ten portal... monumentalny, wspaniały, wydawałby się nie z naszego świata... Jakby, jakby prowadził pod bramy samego nieba... Szybko jednak zdumienie całej grupy zostało stłumione, stłamszone, zgniecione, zjedzone wydalone i wypalone przez Dziada który nie mogąc poczekać wpakował się na pierwszego w fioletową taflę magicznego portalu, pozostawiając nas samymi sobie...
Zanim przeszedłem przez portal chciałem zapoznać się z grupą, w końcu jak zabije mnie jakiś smoko-kozło-orko-zmutowany goblin z magiczną kosą to chcę aby mnie pochowali...
Już miałem się odezwać gdy nagle ta Wojowniczka zadała bardzo ciekawe pytanie, nie miałem powodu by jej nie odpowiedzieć, wyglądała na taką która nie lubi gdy się z nią droczy, jednak zamiast powiedzieć to co chciała z moich ust wysypało się coś innego...
- Powiedz mi swoje imię, wojowniczko, a wówczas usłyszysz moje i wiele innych rzeczy na dokładkę - powiedziałem do Wojowniczki
- Cholera! Czemu nigdy nie mogę się powstrzymać? ! - pomyślałem - Czemu zawsze plotę to co mi ślina na język przyniesie? Czemu ciągle muszę mówić to co chcę? Ehhh, no cóż już po ptokach... - Uśmiechnąłem się jakby nigdy nic i usiadłem na sporej wielkości kamieniu dla odrobiny wygody...
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Tue, 24 Jul 2012, 13:00
by Elley
Dziewczyna uważnie przypatrywała się Dziadydze, który rozmawiał szeptem z pomocnikiem Mistrza Iluzji, kiedy wkroczyli Eve i Thomas. Z pewną dozą niecierpliwości czekała na odpowiedź, choć sama nie wiedziała, czy chce wiedzieć. Mimo swojej ciekawości, strach zaczął kłębić się w jej umyślę. Wlepiła wzrok w Sylweranda, który przez dłuższą chwilę zwlekał z odpowiedzią. Chodził tam i z powrotem, co zaczęło irytować dziewczynę. Mimo tego nie zamierzała się odzywać, wiedziała, że byłoby to niebezpieczne. W końcu... Ile można było czekać. pomyślała, kiedy mężczyzna wypowiedział pierwsze słowa. Oddychała głęboko, aby zachować spokój.
- Z bólem serca przyznaję, że nie we wszystkim będę w stanie was oświecić. Portal ma za zadanie przenieś ustalone osoby w przeszłość, nikt nie może być pewien przyszłej lokalizacji, z której rozpoczniecie wędrówkę. Zostaniecie wycofani daleko, gdyż tam leży podłoże zgrzytu, które w ostateczności doprowadziło do takiej katastrofy.- mówił. Ta informacja nie wywołała żadnej reakcji u dziewczyny. Podniosła brew i wstrzymała oddech, jak usłyszała, że mogą walczyć z Magami Kręgu. Nie wiedziała, czy strach był większy od gniewu, czy wręcz odwrotnie. Jednak na jej twarzy malował się spokój. Nastała chwila ciszy, było w niej coś niepokojącego.
-Wiem. To samobójstwo. Ale właśnie dlatego idzie z wami Dzia... Staruszek Rhazaal. Ta kopalnia wiedzy pomoże drużynie pokonać przeciwności losu, powrócić tu w niezmienionym składzie...- kontynuował, kiedy przerwał mu Dziadyga. - Oraz będzie pilnować porządku i surowo karać za nieposłuszeństwo bądź narażanie misji - Nie zdołała skupić myśli na tych słowach. Wzrok zatrzymał się na worku, który trzymał. Był to ten sam, który widziała wcześniej, jak jakiś młokos wręczał go staruszkowi. Była ciekawa, co się w nim znajduje... oprócz jej Kamienia Runicznego.
Znaleźli się w ogrodzie, Dziadyga zniknął za portalem. Miała ruszyć, kiedy usłyszała pytanie - Staliście najbliżej Sylweranda i Rhazaala. Słyszeliście o czym mówił, prawda? - Zatrzymała się i podeszła do grupki. Jeden z mężczyzn zapytał wojowniczkę o imię. Sama milczała, czekając na odpowiedzi.
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Fri, 27 Jul 2012, 19:28
by Landaen
Nim Falibor doczekał się odpowiedzi maga Kręgu, do komnaty powrócili: kobieta, wcześniej sklasyfikowana przez najemnika jako wojowniczka, oraz mężczyzna bez koszuli. Wojak spojrzał na nich przelotnie i zauważył, że z ramienia tego drugiego zniknął wykwit, zostawiony tam wcześniej przez dłoń Rhazaala.
Dłużej się im nie przyglądał, gdyż jego ucho pochwyciło urywek rozmowy, którą ściszonymi głosami prowadzili Mistrz Luster i Dziadyga. Dotarły do niego jedynie jej strzępki, ale wystarczyły mu one, by zaczął zastanawiać się nad tym, co usłyszał. W końcu Rhazaal oddalił się, a Srebrna dłoń począł spacerować tam i z powrotem po kryształowym podwyższeniu, na którym się znajdował. W końcu zdecydował się przemówić.
- Z bólem serca przyznaję, że nie we wszystkim będę w stanie was oświecić. Portal ma za zadanie przenieś ustalone osoby w przeszłość, nikt nie może być pewien przyszłej lokalizacji, z której rozpoczniecie wędrówkę. Zostaniecie wycofani daleko, gdyż tam leży podłoże zgrzytu, które w ostateczności doprowadziło do takiej katastrofy. Najgorsze jest jednak to, iż... nie wiem z czym przyjdzie wam walczyć. Być może z samymi Magami Kręgu...
Jak zwykle, nie mówł nic konkretnego. Przeniesienie daleko w przeszłość mogło znaczyć bardzo wiele, a z wywodu maga Kręgu najemnik wnioskował, że po przejściu przez portal może czekać go kąpiel w Morzu Żywiołów. Przez moment zastanowił się, czy byłaby ona gorsza od walki z Kręgiem, która być może ich czekała. Uznał, że nie.
Dalsza część wypowiedzi Władcy Luster była równie ciekawa. Dziadyga miałby pomóc ujść z życiem z potyczki z magiem Kręgu? Falibor złapał się na tym, że wyobraża sobie staruszka, przyjemnie skwierczącego po zetknięciu się z Praogniem. Nie mógł nad tym rozmyślać dłużej, gdyż cała grupa zaczęła opuszczać komnatę. Najemnik zauważył jeszcze, że Dziad dzierży w dłoni jakiś wór, z którego wyglądu ciężko było wywnioskować jego zawartość.
Wkrótce stał razem z innymi w ogrodzie, przed portalem, który już zachwilę miał przenieść go w przeszłość. Rhazaal, wykazując się iście heroiczną postawą, pierwszy znikając w fioletowej tafli i dając im chwilę na spokojne zapoznanie się, powymienianie uwag o pogodzie, spiskowanie...
Zaczęło się od tego ostatniego, i bardzo dobrze. Kiedy kobieta w nietypowym pancerzu zapytała o rozmowę mięczy Dziadygą a Władcą Luster, najemnik nie znalazł powodu, dla którego miałby jej nie odpowiedzieć.
- Usłyszałem tylko urywki - odparł więc na pytanie. - Zdaje się, rozmawiali o tym, kto ma nas oświecić odnośnie zadania, a sądząc po zachowaniu Władcy Luster, padło na niego. Dalej wspominali coś o posłańcu, runach... Zauważyliście ten worek u Dziadygi, prawda? A, i jeszcze jedno - dodał po chwili. - Jestem Falibor.
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Wed, 22 Aug 2012, 11:03
by Aileen
Evanesca przechyliła lekko głowę na bok, co dało dość zabawny efekt. Zaintrygowała ją informacja Falibora. Zignorowała zaczepkę człowieka z północy i splotła ręce na piersiach. Zastanawiała się czy podzielić się swoim spostrzeżeniem.
- Widziałam jak Rhazaal wyciągnął na chwilę z tego worka jakiś niewielki przedmiot. Nie mam pojęcia co to było, nie sprawiało, nie wyglądało charakterystycznie. Ot, jakiś drobiazg...
Kobieta ubrana w czerń, którą Evanesca wcześniej wzięła za mroczną elfkę stała tuż obok i przysłuchiwała się rozmowie. Wyglądała jakby nie bardzo wiedziała co ze sobą zrobić. Evanesca czuła się podobnie. Rozejrzała się, być może po raz ostatni, po świecie jaki znała i ruszyła w stronę portalu. Magia promieniująca od niego delikatnie szumiała jej w uszach.
- Nazywam się Evanesca Irenvire - uśmiechnęła się szeroko do wojaka, który zapytał ją wcześniej o imię. Przemknęło jej przez myśl, że nieśmiertelniki jakie czasem nosili żołnierze w ich przypadku byłyby równie przydatne. - Idziemy?
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Wed, 22 Aug 2012, 17:06
by 1Magol
Siedząc na kamieniu i patrząc w niebo człowiek nie zdaje sobie sprawy że zaraz wejdzie w portal, który najprawdopodobniej przeniesie go prosto w rzyć jakiegoś demona albo innego plugastwa... Tak właśnie starał się myśleć Eddilard, który po niewielkiej zaczepce w stronę wojowniczki odzianej w pancerz z nieznanego mu materiału usiadł na owym kamyczku.
- Ehhhh nie wiem może jednak wypadałoby się podzielić tym co słyszałem? W końcu to nie zaszkodzi nikomu, a kto wie może nawet nam pomoże? - po tej myśli Edd wstał z kamienia otrzepał spodnie i gdy miał coś powiedzieć wyręczył go ten drugi wojownik, powiedział praktycznie tyle co Edd sam chciał powiedzieć, więc Eddilard musiał to tylko potwierdzić... Chwilę później wojownik przedstawił się jako Falibor, Edd skłoniwszy głowę w jego stronę chciał okazać trochę szacunku, w końcu to on jako pierwszy się przedstawił...
Następnie głos zabrała wojowniczka, która przechyliła głowę w ten sposób, że Edd trochę się uśmiał w duchu - może jednak nie jest aż tak zła? - pomyślał uśmiechając się głupawo w momencie gdy kobieta wyjawiła iż jej imię brzmi - Evanesca.
- "Idziemy?" - zapytała uśmiechając się w stronę Edda, który chwilę później trochę nieśmiało rzekł - Ja mam na imię Eddilard, wybacz za ten wcześniejszy wygłup, po prostu nie chcę sczeznąć jako bezimienny wojownik... zwłaszcza w nie swoich czasach - po tym zdaniu Edd skłonił się lekko w stronę nowo poznanej kompanki - To o czym mówił Falibor... również usłyszałem część z tego o czym rozmawiali nasi "zleceniodawcy", jeśli tak mogę ich nazwać
i kierując się tym co powiedziałeś - tu Edd zwrócił się w stronę Falibora - w worku który ma dziadyga, ehhhhh... Wydaje mi się że posłaniec Sylweranda przyniósł Dziadowi nasze runy, coby miał on jakąś kontrole nad nami w tamtych czasach... jeśli oczywiście dobrze słyszałem... - po tym zdaniu Edd wzdychnął głęboko i sięgnął po trunek do kieszeni, wziął dwa duże łyki, odłożył manierkę na ziemi i zrobił parę kroków w kierunku portalu, a stając tuż przed nim odwrócił się w stronę kompanów i czekał...
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Sat, 25 Aug 2012, 11:55
by Elley
-W worku który ma dziadyga, ehhhhh... Wydaje mi się że posłaniec Sylweranda przyniósł Dziadowi nasze runy, coby miał on jakąś kontrole nad nami w tamtych czasach... jeśli oczywiście dobrze słyszałem... - powiedział Eddilard. Dziewczyna postanowiła również podzielić się swoimi obserwacjami. Każda informacja przecież mogła być przydatna.
- Wielce prawdopodobnie. Ja zauważyłam swoją runę w tym worku, więc mi też się zdaje, że muszą tam być i wasze. - Odrzekła. - A i żebym ja też nie była bezimienna... mówcie na mnie Elley. - Ruszyła w stronę portalu, przed którym jeszcze na chwilę. Wzięła głęboki wdech, a dłonie zacisnęły się w pięść. "Będzie dobrze... to cena wolności" pomyślała i przekroczyła portal.
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Sun, 26 Aug 2012, 18:17
by Aileen
Runy. - jej brwi uniosły się nieco. Więc teraz jedyną i niepodzielną władzę ma nad nami Dziad. A może jest to właśnie szansa na wolność?
Nie wywiało to jednak pesymistycznych myśli z jej głowy. Ta wiadomość zaintrygowała nie tylko nią, pozostali też nabrali entuzjazmu. Evanesca zastanowiła się, czy Dziad nie zostawił ich celowo przed portalem, by mogli sobie porozmawiać za jego plecami i w końcu dowiedzieć się o runach, a przez to...
Nie, to już się zmienia w paranoję!
Odwróciła się ze zdecydowaniem i stanęła pół kroku przed portalem. Półprzezroczysta błonka wcale nie wyglądała na portal do przeszłości. Wydawało się, że przejdzie przez nią i znajdzie się po prostu po drugiej stronie portalu, przed uroczym krzewem obsypanym drobnymi kwiatkami. Rozejrzała się, najpewniej po raz ostatni, po okolicy. Spojrzała w stronę zabudowań. Ciekawe, czy Srebrna Dłoń ich obserwuje...
Nie będzie dobrze... ale ja i tak im pokażę! - pomyślała i weszła w portal. Uroczy kwitnący krzew zniknął jej sprzed oczu i więcej się nie pojawił...
Re: Prolog - "Nigdy nie ufaj emerytom..."
Posted: Mon, 27 Aug 2012, 20:39
by 1Magol
Stojąca z tyłu kobieta, która przez długi czas nie odezwała się słówkiem nagle wyszła z cienia i tylko upewniła Eddilarda oraz resztę kompanii o zawartości worka Dziada - czyli jednak to prawda? Dziad chce nas kontrolować? Ehhh to będzie cięższe niż podejrzewałem...- "Mówcie mi Elley" - powiedziała w stronę grupy po czym weszła w portal, tak po prostu minęła Edda i zniknęła w magicznej tafli... Chwilę później to samo zrobiła Evanesca minęła Wolfire'a i weszła w portal...
Edd obrócił się w stronę portalu... czekał... a może po prostu bał się? Brał się tego że już nigdy nie zobaczy tego miejsca... - A w sumie po co to komu? - pomyślał - I tak byłem tu tylko piątym kołem u wozu, żadnych poważniejszych zadań, tylko w kółko to samo... dzienna rutyna a potem sen... - po tej myśli Edd wzdychnął sobie, obrócił się, spojrzał na kompanów, uśmiechnął się po czym zwrócił się z powrotem w kierunku portalu - Na pohybel... - powiedział po czym zniknął w otaczającej go tafli portalu...